Czym jest obecny ,,dodruk pieniądza” i dlaczego nie powoduje inflacji?

0
173

Określenie ,,drukowanie pieniądza” jest jednym z najpopularniejszych terminów w debatach ekonomicznych od 2008 roku. Problem w tym, że ten skrót myślowy nigdy nie jest dostatecznie tłumaczony, przez co narosło wokół niego sporo nieporozumień.

Z technicznego punktu widzenia, owy termin oznacza tyle, że bank centralny kupuje od zagrożonych instytucji finansowych bezwartościowe papiery których nie kupił by nikt inny. W ten sposób bank zmniejsza swoje rezerwy osłabiając wypłacalność systemu bankowego. Bank X pozbywa się obciążających jego bilanse derywatów, w zamian otrzymując przelew z banku centralnego. Teoretycznie bank centralny USA czy innej wielkiej gospodarki może do pewnego stopnia pozwolić sobie na takie operacje bowiem ma ogromne rezerwy a dodatkowo państwo posiada pewne wpływy z podatków czyli dochód.

 

W czasie luzowania ilościowego (quantitive easing) jakie ma miejsce od 2008 roku w amerykańskiej gospodarce (a w japońskiej o wiele dłużej) FED (czyli w pół prywatny bank centralny USA) dokonał zakupu toksycznych aktywów na sumę ponad 3 bilionów dolarów. Błędem jest za równo nazywanie tego ,,drukowaniem pieniądza”, co robią ludzie nieprzychylni takim działaniom jak i stwierdzenie, że było to ,,wpompowanie pieniądza w gospodarkę”. Już tłumaczę dlaczego.

 

Drukowanie pieniądza kojarzy się nam z hiperinflacją i dewaluacją waluty, jednak jest spowodowane bezpośrednimi zrzutami pieniądza dla zwykłych obywateli. Tymczasem pieniądze z luzowania ilościowego uzupełniają konta banków, które były zagrożone, jednak pieniądz ten w niewielkim stopniu trafia do realnej gospodarki, ponieważ banki ograniczają udzielanie kredytów. Spowodowane jest to nauczką z 2008 roku, który był kulminacją kredytów, udzielonych na nietrafione inwestycje. Znamy to z własnego podwórka, gdzie banki ograniczają kredyty, stosując zaostrzone zasady przyznawania zdolności kredytowej i żądając większych wkładów własnych przy kupnie nieruchomości.

 

Również nie jest to bezpośrednie ,,wpompowanie pieniędzy w gospodarkę” a jedynie w sektor bankowy, który to ma ponowną szansę na ulokowanie tych środków w formie kredytów czy inwestycji. Niestety okazuje się że szczęście znowu nie sprzyja bankierom, ponieważ obecnie instytucje finansowe zainwestowały 2 biliony dolarów w obligacje amerykańskich spółek wydobywających gaz łupkowy, które przy obecnych cenach ropy… są bankrutami. To stawia przed nami groźbę kolejnej spektakularnej plajty wielu banków, bo owe firmy wydobywcze nie będą w stanie spłacać obligacji a wartość tych papierów zacznie drastycznie spadać, zagrażając całemu sektorowi bankowemu w USA a tym samym światowej gospodarce.

Spodziewane na dzisiaj ogłoszenie podobnego programu jak amerykański QE, przez Europejski Bank Centralny nie przyniesie ożywienia gospodarczego. Jedyna różnica będzie taka, że nie zostaną uratowane bezpośrednio instytucje finansowe ale państwa Europy, które są zadłużone na potęgę. Przynajmniej ich nieuchronna agonia zostanie nieco przedłużona. Pośrednio skup obligacji odciąży zagrożone banki (głównie Francuskie i Niemieckie), które w swoich bilansach mają obligacje państw, których nikt przy zdrowych zmysłach by nie kupił. Europejski program będzie o wiele mniej hojny niż amerykański więc tym bardziej nie osiągnie zamierzonego skutku.

 

Działania banków centralnych można przyrównać do sytuacji w rodzinie. Wyobraź sobie że masz brata. Ty masz dobrze płatną pracę, oszczędzasz, inwestujesz i jesteś zabezpieczony na trudne czasy ale żyjesz skromniej. On pomimo niższych zarobków ma wielki dom na kredyt, co roku lata na egzotyczne wakacje i właśnie kupił luksusowy samochód z dużym silnikiem, którego utrzymanie będzie go kosztować krocie. Po roku staje się bankrutem a jego zarobki nie starczają mu nawet na spłaty odsetek od tych wszystkich kredytów. Macie jednak majętnych rodziców prowadzących firmę i posiadających duże oszczędności. Ratują oni twojego brata biorąc na siebie jego długi i pozwalają na dalsze życie na wysokim poziomie. Dochodzi do jawnej niesprawiedliwości. Jednostka ułomna, która nie potrafiła sobie poradzić finansowo zostaje uratowana a na dodatek nadal popełnia te same błędy za przyzwoleniem swojego wybawiciela. Ty tymczasem nadal żyjesz oszczędnie i patrzysz z niedowierzaniem na tę sytuację. Takie są właśnie obecne działania rządów i banków centralnych. Z uporem maniaka ratują bankrutów, którzy uzależnienie od ryzyka bez ryzyka ciągle popełniają te same błędy, wiedząc że za ich wybryki zapłaci ktoś inny, czyli całe społeczeństwo. Oni tymczasem zachowują dla siebie wszystkie zyski, jednocześnie żyjąc w przeświadczeniu, że nie mogą stracić.

Dlaczego takie działania nie wpływają na wyjście gospodarek z recesji i wzrost inflacji? Tak jak wspomniałem pieniądze te krążą w innej części gospodarki a nie trafiają w formie kredytów do przeciętnego obywatela, który słysząc ciągle kryzys nie ma ochoty na zwiększenie konsumpcji. Sytuacja demograficzna w krajach Zachodu również nie sprzyja boomowi gospodarczemu. Młodzi mogą liczyć na umowy śmieciowe a lepsze stanowiska są zajmowane przez ludzi po 50, którzy kredytów już brać nie muszą. Widzimy dramatycznie spadające ceny surowców a dane na temat inflacji konsumenckiej czy producenckiej wskazują na to, że będziemy mieli deflację, pomimo rekordowo niskich stóp procentowych! Inflacja jest widoczna w przypadku dóbr luksusowych, z roku na rok zwiększa się sprzedaż luksusowych samochodów, jachtów, apartamentów, oraz dzieł sztuki. Klasa średnia odcięta od bezpośrednich korzyści nie jest w stanie zwiększyć konsumpcji, natomiast ludzie kupujący dobra luksusowe nie kupują 1000 razy więcej podstawowych dóbr niż skromny obywatel więc ich ceny nie odczuwają dopływu pieniądza do gospodarki a jedynie sektor finansowy i jego beneficjenci.

 

W następnym wpisie na temat gospodarki globalnej zaproponuję sposób w jaki można zabezpieczyć się przez czekającą nas globalną zawieruchą.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here